Wąsy człeka
Żył raz sobie w Warszawie sympatyczny mężczyzna, "Niczego Ci nie braknie" - każdy mu to przyzna, Lecz było coś takiego, o czym marzył co noc, A nie mógł w tej kwestii prosić nikogo o pomoc:
Pragnął mieć bowiem wąsy! Niezwykłe to życzenie Zawsze było ukryte - nie chciał, by spłycenie (przez płoche i niewczesne komentarze krewnych) tejże kwestii nie zachwiało postanowień pewnych.
W ostatnią środę kwietnia rzekł sobie: "Działać pora!
Moja głowa gotowa, do działania skora,
Czas już więc zdecydować, jakie chcę mieć wąsy I kiedy zechcę się puścić w szczęścia dzikie pląsy!"
"Primo: przestaję się golić ponad górną wargą, Pod dolną nic nie ruszam zapobiegnę skargom Mych dzieci: niezwyczajne mego wizerunku Mogłyby się przelęknąć i w głos wrzasnąć <Ratunku!>"
"Secundo: kupię bindę, sprzęt tak mi nieodzowny, Jak kotu własne wąsy, kiedy chce być łowny; Bez nich i człek, i zwierzę jak dziecko bezradni, (tłumaczyli mi to przyjaciele, miejscy radni)."
"Tertio..." - tu bohater nasz odkrył rzecz bardzo ważną, Której w pierwszym momencie nie miał za poważną, Nad którą tedy teraz jął się zastanawiać:
"Wąsy... ale w jakim kształcie mają się przedstawiać?"
Różne są rodzaje wąsów na tym pięknym świecie, Nie jest to wiedza tajemna, nawet Wy to wiecie:
Długie, cienkie, sumiaste, a la Hitler, krótkie, Obwisłe, a nawet rzadkie (stwierdzam to ze smutkiem).
Stoi tedy warszawiak jak osioł Jowialskiego, Stracił do reszty wątek, chwycić się nie ma czego, Nie wie, nie wie biedak, na co się zdecydować, W jakim wąsów stanie ma się światu prezentować.
"Naprawdę trudna decyzja" rzecze sobie w duchu, Myśląc, czy już nie pora dać komuś posłuchu, Pójść za czyjąś opinią, za cudzym poglądem, By nie obciążać rozumu własnym quasi-sądem.
"Dobrze, niech tak się stanie", wzdycha mężczyzna myśląc, Jakie będzie miał wąsy? O jakich marzył, śniąc?
Duże, sumiaste, jak u rejenta Bolesty?
(Zawsze czynił przy nich ukontentowania gesty).
Może wąskie, chudziutkie, jak u pana Bitnera?
Może mały prostokąt, jak u A. Hitlera?
"Wielka mnogość jest wąsów w samej tylko Wa-wie, Lecz spokojnie - któreś z nich na pewno sobie sprawię!"
Tak rzekł bohater, rozmarzony perspektywą piękną, Rojąc wąsy, przed którymi nacje uklękną.
Potem wstał, włożył kurtkę i na miasto wyszedł, Pozwalając, by koncept sam do głowy przyszedł.
Idąc minął chłopaka, co rozdawał gazety, Były darmo, a leżały ich dwa pakiety, Wziął więc jedną i otworzył na stronach z plotkami, Choć umysł ciągle mu roił marzenia z wąsami...
A tam autorka pisała o nieszczęsnej bójce, Jaka miała miejsce w małej wiosce Pstrujce:
Oto dwóch krewkich panów do szpitala poszło.
Jaka sporu przyczyna? O wąsy im poszło!
Ten pierwszy mocno ubliżał koledze (po piwie), Że takich śmiesznych wąsów nie zna, jako żywie!
Drugi nie był mu dłużny i cisnął weń stołem, Teraz dwaj leżą spokojnie (w szpitalu) pospołem.
Gdy to tylko przeczytał, coś się w nim pozmieniało, Przestał śnić o wąsach, bawić go to przestało, W zamian zyskał przysłowie, które ludziom prawił:
"Gdyby Pan Bóg chciał Cię innym, to by Cię poprawił!"
Specjalnie dla Kliniki Handsome Men - Adam Aleksander Klimowski
Właściciel strony nie ponosi odpowiedzialności za skutki stosowania nin. porad, przepisów czy recenzji. Wykorzystanie podanych informacji odbywa się na wyłączną odpowiedzialność stosującego.






















































