Łysinka poetycko :-)
Pana Stanisława boje z łysinką
Siódma rano: jak zwykle o tej porze w piątek Pan Stanisław do lustra w łazience podchodzi:
Wydmie wargi, policzki, wzrokiem po się wodzi, Lecz dzisiaj coś „nie teges”; lecz dziś stracił wątek.
„Łysinka” - szepczą wargi pobladłe ze strachu, Nieszczęsny kręci głową jak gdyby w chorobie.
„Cóż mam z sobą uczynić? Co mam zrobić sobie?
Wszak nie ścierpię na głowie takich łysych plachów!”
Codziennie tracił włosy (po dziesięć i trochę), Lecz nie sądził, że prędko ujrzy te zakola.
„Co mam robić? Ratunku! Już wiem! Dzwonię do Bola!
On nie spławi kolegi, co jednym jest szlochem!”
„Bolo? Mój przyjacielu, ratuj, bom jest w biedzie! Co? Nie, żona w porządku, córka na obozie,
Ale słuchaj o strasznej, porannej mej zgrozie, Po której, jako żywo, już mi się nie wiedzie.”
Bolo, człowiek wszak mądry, zdrowy na umyśle, Słuchał bardzo uważnie o łysince Stasia I mówi doń: „Wiesz, mówiła mi kiedyś Kasia O lekarzu od łysych; do niego Cię wyślę.”
Dyktuje mu adres, telefon, godziny,
Radząc mu się nie smucić, a radować tylko:
„Wizyta będzie krótka: stracisz kwadrans z chwilką, A pomożesz i sobie, i członkom rodziny.”
Ale Staś nie od razu na miasto wychodzi; Wcześniej myśli, czym i jak łysinkę zasłoni,
By nikt ze znajomych nie widział jego skroni, By nikomu okazji do żartów nie robić.
Wreszcie rusza, szukając Freta siedemnaście, Mieszkania-gabinetu „Jana Terleckiego,
Doktora, specjalisty, człowieka znanego, Jeśli ktoś ma Ci pomóc, to tylko on właśnie!”
„Niczego sobie domek” myśli pan Stanisław, Patrząc na ładną willę w niebrzydkiej dzielnicy.
Poczekalnia jest pusta: ławki jak w kaplicy, Na ścianach Cezar, Pepi – największe z łysych sław.
Oto drzwi, a na nich tabliczka J. TERLECKI, Stanisław idzie ku nim, myśląc sobie
„Uleczysz mą łysinkę – przyrzekam ja Tobie Wdzięczność dozgonną – jakem S. Małecki!”
Pokój wcale przytulny – biureczko, kanapa, W rogu doktor na dużym foteliku siedzi,
Wita gościa, zarazem uważnie go śledzi, Jakby sądził, że pacjent fujara lub gapa.
„Tedy z jaką tam kwestią do mnie pan przychodzi?”, Przysuwając zarazem fotel do pacjenta,
Staś chce mówić, lecz doktor: „Łysinka? Rzecz święta, Proszę, cóż się z nią dzieje? Czy coś złego grozi?”
„Panie, takim problemem jest sama łysinka! Dzisiaj patrzę ja w lustro, włosy mnie odeszły,
Czułem się jak starzec, jak człek w wieku podeszłym, Któremu do śmierci ach! może godzina.”
„Głupiś pan!” rzecz doktor, własną głaszcząc glacę, „Nie ma to jak łysinka, powiadam to panu,
Zaraz Cię przywrócę do równowagi stanu.” Oponuje Stanisław: „Ja nie za to płacę...”
„Głupiś pan!” powtarza mu doktor podrażniony, „Jam już dawno emeryt, na bogactwie siedzę...”
„Bogactwie?” „Otóż właśnie! Daję ludziom wiedzę Jakim szczęśliwym człekiem jest nieowłosiony!”
Trzy kwadranse rozmowy u tego lekarza Stanisława uczyniły zgoła innym człekiem, „Nie mam siwego włosa! Jestem młody wiekiem!”
Odtąd rano (co piątek) przed lustrem powtarza.
Specjalnie dla Kliniki Handsome Men - Adam Aleksander Klimowski
Właściciel strony nie ponosi odpowiedzialności za skutki stosowania nin. porad, przepisów czy recenzji. Wykorzystanie podanych informacji odbywa się na wyłączną odpowiedzialność stosującego.






















































