Łysina poetycko :-)
Zakrzyknęli wesoło „Niech nam żyje łysina!” I od razu pokój pełen uśmiechniętych gości.
Lecz dlaczego? I skąd to? Jaka pierwsza przyczyna Tych wybuchów tak żywej, a ta szczerej radości?
Bardzo proste! Dziś wszyscy przybyli (bez wyjątku), Najlepsi przyjaciele (nie dali mu się prosić)
Nawiedzili gospodarza, siedzą w każdym kątku, A łączy ich jeszcze jedno: wszyscy są bezwłosi.
Proste! Dziś święto ludzi, dla których łysina Nie jest powodem lęku, wstydu czy odrazy,
Ale tych z mądrych, dla których życie się zaczyna, Gdy włosy wyjdą im kilka... lub kilkaset razy.
„Niech nam żyje łysina!” krzyczą raz wtóry wszyscy, Sunąc dłonią po miejscach, gdzie niegdyś rosły włosy, W świetle lampy... ekhm... „czoło” gospodarza aż błyszczy, Gdy słyszy rozochocone biesiadników głosy.
Bierze do ręki dzwonek: oto nadeszła chwila, Na którą czekają wszyscy łysi tego domu;
Moment, gdy ma się rozpocząć uroczystość miła Każdemu, kto tutaj czeka – obojętnie komu.
„Moi drodzy!” - patrząc na nich, rzecze tak dostojny, „Jak miło mi Was witać o tej pięknej porze,
Cieszą mnie Wasze nastroje, w oczach blask spokojny I że ciągle ta łysina nas gromadzić może.”
Tak! Brawo dla gospodarza i jego łysiny! Przychodzi pora wyboru mówcy kolejnego, Odrywają więc od oglądu ryciny Księdza Henryka Wurtzla, od dwóch dekad łysego.
Ksiądz ów jest facecjonista – zna takie powieści, Od których brzuchy bolą, takoż mięśnie twarzy.
Tylko pamięć Wurtzlowa tyle angedot mieści, Tylko on aluzję, clou, puentę zauważy.
„Wielkie dzięki za ów honor, Boży barankowie, Który mnie, razem z Wami, w tym tu domu gromadzi,
Chcecie Wy anegdotkę? Będzie, co się zowie, Po której wszyscy, jako żywą, będą bardzo radzi...”
„Człek bez jednego włosa nie jest, jak mi mówią, łysy, Tak samo bez sześciu włosów, bez stu i dziesięciu.
Kiedyż zatem człowiek może mieć kaprysy I rzec <Tyle na mnie włosów, co na niemowlęciu>?”
„Ergo, jak rzecze mądrość, znana już przed wiekami, Nie ma człeka, u którego byłaby łysina.
Wszyscy, co tu jesteście, jak tak stoję przed Wami, Wy nie łysi... Pan tym bardziej, Herr Adam Kalina!”
Takiego śmiechu, jak wybuchł, dawno nikt nie słyszał, Choć tak wiele już się działo w ścianach domu tego.
Każdy rozbawiony: Maciej Andrzej Miksa prychał, Reszta w chichot, rechot - „Nieprawdaż, panie kolego?”
Skąd ten śmiech? Spojrzyjcie no na Adama Kalinę, Łysego jak kolano (bez jednego włosa!).
Odkryjecie wtedy prędko radosną przyczynę, Która śmiech wywołuje w tak wielu ludzkich głosach.
Już biją brawo księdzu, już zwilżyć gardło dają, Już piją zdrowie kapłana, stulecia mu życzą.
Poci mu się łysina? Dwie chusteczki podają, Bo na nikogo tak bardzo, jak na księdza liczą.
I ja tam także byłem, ich wino i miód piłem, A przyjęcie? Jak szkło! Wspaniałe! Ani jednej rysy!
Pomyśl więc, czytelniku, gdzie byłbyś, jak ja byłem, Gdybyś tylko się przemógł... Zgubił włosy... Był łysy :)
Specjalnie dla Kliniki Handsome Men - Adam Aleksander Klimowski
Właściciel strony nie ponosi odpowiedzialności za skutki stosowania nin. porad, przepisów czy recenzji. Wykorzystanie podanych informacji odbywa się na wyłączną odpowiedzialność stosującego.






















































