Jesteś tutaj:

Wszawica

Wszawica

Wszawica – problem do rozwiązania

Zazwyczaj problem wszawicy jest przemilczany, bowiem rozmowa na ten temat jest nieelegancka, wstydliwa i żenująca. Niestety, wszy nie przejmują się taką opinią. Nie pytają też o klasę społeczną, czy status materialny, tylko atakują, bo ich życie polega na ciągłym szukaniu żywiciela.

Wesz to niewielki, bezkrzydłowy owad – pasożyt o rozmiarach od 0,3 do 6mm. Ich budowa jest taka, że przednie i środkowe odnóża pozwalają na swobodne poruszania się wzdłuż włosa, zaś środkowe i tylne pozwalają na to, aby pasożyt przyczepił się do skóry głowy. Te pazurki potrafią utrzymać ciężar 2000 razy przekraczający ich własną wagę.

Opisujemy tu wesz pasożytującą na ludzkiej, owłosionej głowie, pomijamy natomiast tzw. wesz morską, atakującą niektóre gatunki ryb. Pasożyt ten żyje na owłosionej skórze głowy i żywi się krwią. Jest bardzo płodnym owadem, gdyż z jaj złożonych przez samicę (tak zwanych gnid) po 6 dniach wylęgają się larwy,  które odżywiają się krwią i przypominają dorosłe osobniki.

Wesz ludzka ma dwie odmiany – jest to wesz głowowa, czyli żyjąca na głowie żywiciela  - ten rodzaj pasożyta może roznosić riteksję, tyfus plamisty oraz jest przyczyną wszawicy; druga odmiana to wesz odzieżowa, która roznosi dur powrotny. Bywał ona przyczyną tragicznych w skutkach epidemii. Istnieje jeszcze wesz łonowa, która atakuje najczęściej część łonową owłosionej skóry, ale bywa obecna na całym ciele. Ostatnio atakuje nawet brwi człowieka. Wygląda nieco inaczej niż wesz głowowa – jest bardziej ruchliwa, przez co powoduje uporczywe swędzenie.

Wesz towarzyszyła  człowiekowi od początku naszego istnienia, niektórzy twierdzą, że historia tego pasożyta ma już 25 milionów lat – a wszelkie zmiany genetyczne człowieka powodowały też zmiany u tego pasożyta – przystosowywał się on do tego, byśmy cały czas mogli być jego żywicielem. W dziejach wszawica powalał wielkie armie, przede wszystkim poprzez zakażenia tyfusem. Obecnie jednak nie stanowi aż tak poważnego zagrożenia zdrowotnego – dotyczy  to klimatu umiarkowanego, bo w tropikach nadal roznosi wiele poważnych chorób.

Jeszcze kilka lat temu nie wypadało głośno mówić o wszawicy, którą przypisywano nizinom społecznym, rodzinom patologicznym, żyjącym w brudzie. Niestety, wesz nie patrzy na poziom życia osobnika, atakuje każdego, kto może ją wyżywić. Jeśli przebywamy w dużych skupiskach ludzkich, w szkole, pracy czy hipermarkecie, to każdemu może się zdarzyć, że pojawi się ten pasożyt na jego głowie. Jedynie wstyd może przynieść zaniedbanie i pozwolenie na to, żeby pasożyt rozwijał się i rozmnażał. Kilkanaście lat temu najskuteczniejsze środki przeciw wszawicy stosowano w otwartych zakładach leczniczych, w tym w gabinetach szkolnych. Dzieciom co pewien czas kontrolowano włosy i jeśli pielęgniarka lub higienistka stwierdziła istnienie pasożyta na głowie ucznia, to robiła publiczną egzekucję pasożyta. Tak naprawdę niszczyła jednak poczucie pewności dziecka, które automatycznie było odrzucane przez środowisko.

Cóż bowiem robiła szkolna służba zdrowia? Otóż w celu zapobieżenia epidemii, sadzano takie zarażone dzieci w gabinecie, a następnie polewano ich głowy środkiem zabijającym wesz. Dzieci siedziały w chusteczkach, a cała szkoła wiedziała, że oni to „wszarze”, których należy  omijać z daleka.

Obecnie sytuacja wygląda nieco inaczej, ale ktoś, kto ma wszy nadal jest piętnowany przez środowisko. Współcześnie w każdej aptece jest sporo różnych środków do walki z tym pasożytem i jeśli ktoś ma wszy, to faktycznie wynika to w głównej mierze z jego zaniedbania.

Dlaczego wesz to wstyd, a nie problem medyczny? Wyjaśnienie jest proste, obowiązuje bowiem stereotyp utrwalany przez lata, że wszy wiążą się z brudem i mają je osoby zaniedbanie higienicznie. Jednak nawet największy brud nie spowoduje „narodzin wszawicy”, jeśli osoba żyjąca w takich warunkach nie spotka na swojej drodze samicy wszy, która zagnieździ się na jej głowie i dopiero tam zacznie się rozmnażać. Nawet największy czyścioch, nie pozbędzie się wszawicy, myjąc się najdroższymi kosmetykami  kilka razy dziennie.

Wszawica atakuje każdego, kto może być żywicielem. Walka z nią jest obecnie prosta i konkretna. Poziom życia nie ma nic wspólnego z poziomem zarażeń, najbogatsze kraje nie mają sposobu, by uporać się z tym problemem raz na zawsze.

Wszy najczęściej pojawiają się w skupiskach młodych ludzi – przedszkolach, szkołach. Jeśli rodzice lub pielęgniarki nie zauważą w porę problemu, to może okazać się, że cała grupa przedszkolna jest zarażona. Dzieci bawią się ze sobą, dotykają główkami, a owady radośnie znajdują coraz to nowego żywiciela i miejsce do swobodnego rozmnażania.

Bogate  państwa, takie jak Belgia, Holandia, USA, kontrolują problem i publikują dane statystyczne po to, by społeczeństwo zauważało problem. Belgia przyznaje, że 10% dzieci ma taki problem, Czechy twierdzą, że około 15%. Mówienie o problemie oznacza, że chce się go rozwiązać. Polska nie prowadzi tego typu badań – problem z jednej strony jest lekceważony, z drugiej zaś rodzice nie bardzo godzą się na sprawdzanie głów swoich dzieci w szkole w imię istniejących swobód obywatelskich i ochrony informacji. Z nieoficjalnych danych wynika, że wszawica w kraju istnieje, a liczba zarażonych uległa podwojeniu.

Często kupienie szamponu przeciw tym pasożytom, powoduje stres i zawstydzenie -szczególnie w małych miejscowościach, gdzie ludzie się znają i obawiają społecznego odrzucenia.. Obecnie można kupić taki płyn, czy szampon wysyłkowo z aptek internetowych – jednak nie wszyscy jeszcze mają dostęp do sieci. Może jakieś kupony w gazetach, w aptekach w ulotkach razem z informacją o innych lekach pozwoliłoby na dyskretny, wysyłkowy zakup.

Wszawica bardzo często pojawia się na obozach i koloniach – wystarczy jedno zarażone dziecko, by po dwóch tygodniach wszystkie dzieciaki drapały się po głowach. Tu nie ma sposobu, by powstrzymać epidemię – jedynie kontrola głów dziecięcych przed wyjazdem, jest najbardziej skuteczną profilaktyką.

Jeśli mamy dzieci, uczmy je od małego, że nie pożycza się grzebieni i szczotek, że czasami na zapince do włosów może być pasożyt, który osiedli się na głowie. Maluchom należy uzmysławiać, że w ich przypadku łatwo dochodzi do zarażenia wszawicą, ponieważ bardzo często dotykają się głowami, pochylają się nad sobą.

Zazwyczaj rodzice, którzy u swojego dziecka zobaczą wszy, wpadają na początku w panikę i przerażenie. Nieobce im są opowieści z I wojny światowej, gdy czasami wszy i gryzonie były bardziej dokuczliwe na froncie niż wróg po drugiej stronie okopów. Ale te straszne czasy już dawno minęły. Co w takim razie zrobić, gdy dziecko przyniesie na swojej główce ze szkoły czy przedszkola wszy? Oczywiście, pierwsza sprawa to natychmiastowa wizyta w aptece, by zakupić skuteczny środek przeciw wszawicy. Następnie telefon do placówki, do której uczęszcza nasze dziecko, jest kluczową sprawą! Nie wstydźmy się poinformować albo wychowawcy, albo dyrekcji szkoły. Jeśli tego nie zrobimy, to być może dziecko, od którego nasz maluch się zaraził, nadal będzie rozsiewało pasożyta. Na nic nasze działania, skoro za kilka dni dziecko wróci z nowymi lokatorami na głowie.

Kolejna sprawa – skoro dziecko zaraziło się wszawicą, to sprawdźmy głowy wszystkich domowników, nigdy nie mamy pewności, czy nie zdążyli zarazić się już tymi nieprzyjemnymi owadami. Często wyzbycie się pasożyta wymaga leczenia całej rodziny. Mimo, że wszy bardzo rzadko przedostają się przez pościel do naszych głów, jednak profilaktycznie należy zmienić pościel, wygotować ją i wyprasować lub wymaglować w wysokiej temperaturze.

Jednorazowe użycie środka przeciw tym owadem nie rozwiązuje problemu. Pozostają gnidy, z których mogą wykluć się nowe osobniki, środki owadobójcze nie niszczą ich w 100% . Dlatego należy wyczesać włosy specjalnym, bardzo gęstym grzebieniem a środek zabijający pasożyta użyć jeszcze kilkakrotnie według instrukcji.

Na ile problem jest poważny, może świadczyć fakt, że zajmują się nim tak poważne ośrodki naukowe jak Cambridge, gdzie bada się sposoby rozprzestrzeniania epidemii oraz najskuteczniejsze metody leczenia/walki z owadem. Opracowano nawet środek, który zabija wszy poprzez napompowanie ich wodą. Nie jest to typowy środek owadobójczy, czyli taki, który może mieć negatywny wpływ na organizm dziecka. Jest on produkowany na bazie krzemu i co ważne, wszy nie potrafią jak na razie się na niego uodpornić (jak to bywa ze wszystkimi truciznami stosowanymi dotychczas). W zasadzie, w profilaktyce i leczeniu przydatne są też bardzo tradycyjne metody, np.  grzebień, o bardzo ciasno rozstawionych ząbkach.

Był w dziejach moment, kiedy wszy zostały niemal całkowicie pokonane. Działo się to w latach, kiedy na rynek trafił silny środek owadobójczy nazwany DDT. Człowiek początkowo odniósł sukces, wszawica prawie znikła i to na całym świcie. Jednak po pewnym czasie pasożyt uodpornił się na DDT i zaczął atakować bezkarnie z podwójną siłą. Izraelskie źródła podają, że w ich kraju dotkniętych wszawicą zostało około 50% dzieci. Wyniki badań z Wielkiej Brytanii potwierdzają smutną prawdę: wszy (i to aż w 80%) są odporne na prawie wszystkie środki owadobójcze. W Polsce niestety problem jest wstydliwy i traktowany nienormalnie: obecnie  higienistka szkolna nie ma prawa sprawdzić głowy dziecka bez zgody rodziców. Nie prowadzi się także badań przesiewowych w miejscach największego zagrożenia. Efekt jest taki, że pasożyt góruje nad ludźmi.

Właściciel strony nie ponosi odpowiedzialności za skutki stosowania nin. porad, przepisów czy recenzji. Wykorzystanie podanych informacji odbywa się na wyłączną odpowiedzialność stosującego.



Polecane artykuły

Najczęściej kupowane w pasażu



Łysienie Wypadanie włosów Łysienie plackowate Zagęszczanie włosów Łysienie kobiece Fryzury Kolor skóry